Całą
sytuacje obserwował z pobliskiego drzewa.
- A więc to do nich jutro mam dołączyć - powiedział do siebie szeptem, uśmiechając się - będzie ciekawie.
Damian, bo tak było młodzieńcowi na imię, rozparł się gałęzi rozpinając pas na swojej piersi. Obserwował rozbawiony grającą gromadkę, rozmyślając, że ochrona ich może być również dobrą zabawa, a nie tylko przykrym obowiązkiem. Odpoczynek urozmaicił sobie wspomnieniami z dzieciństwa-ciężkimi treningami w tajnym „ośrodku” szkolących takich jak on, półwampirów –dzięki którym stał się tym, kim był. Żył co prawda prawie całkiem normalni- uczył się, spotykał się z przyjaciółmi. Innymi słowy robił to, co każdy licealista robił. Może nie licząc tych nocnych wypadów na wampirze Siedliszcza.
- A więc to do nich jutro mam dołączyć - powiedział do siebie szeptem, uśmiechając się - będzie ciekawie.
Damian, bo tak było młodzieńcowi na imię, rozparł się gałęzi rozpinając pas na swojej piersi. Obserwował rozbawiony grającą gromadkę, rozmyślając, że ochrona ich może być również dobrą zabawa, a nie tylko przykrym obowiązkiem. Odpoczynek urozmaicił sobie wspomnieniami z dzieciństwa-ciężkimi treningami w tajnym „ośrodku” szkolących takich jak on, półwampirów –dzięki którym stał się tym, kim był. Żył co prawda prawie całkiem normalni- uczył się, spotykał się z przyjaciółmi. Innymi słowy robił to, co każdy licealista robił. Może nie licząc tych nocnych wypadów na wampirze Siedliszcza.
Wstał,
zrzucił z siebie czarny, długi płaszcz. W promieniach słońca zabłyszczało
srebro, którym był nabity. Chwile później na gałęzi wylądowała również obcisła,
czarna bluzka. Mięśnie chłopaka wyraźnie zaznaczały się pod skórą. Podskoczył i
podciągnął się wyżej. I znowu. Wszedł prawie na szczyt, żeby uważniej przyjrzeć
się ubranej na czarno młodej kobiecie. Nie wytłumaczalne „coś” ciągnęło jego
wzrok do niej.
-
Niebrzydka – pomyślał – bardzo ładna nawet.
I wtedy obróciła się do niego. Nie mogła go zobaczyć, wiedział o tym. Przecież miedzy nimi była masa gałęzi i liści. Przyjrzał się jej jeszcze uważniej. I stwierdził, że się pomylił. Młoda kobieta nie była ładna. Była po prostu piękna.
I wtedy obróciła się do niego. Nie mogła go zobaczyć, wiedział o tym. Przecież miedzy nimi była masa gałęzi i liści. Przyjrzał się jej jeszcze uważniej. I stwierdził, że się pomylił. Młoda kobieta nie była ładna. Była po prostu piękna.
Z
rozczarowaniem patrzył, jak młody kapłan zabiera grupkę nastolatków na jakiś
spacer. Nie zależało mu na oglądaniu
całej gromady. Pragnął tylko patrzeć na nią, na tą ubraną na czarno, śliczną
brunetkę. W głowie utkwiły Damianowi jej oczy. Nieziemsko zielone oczy. Dla których
teraz pragnął żyć. Istnieć po to, by je oglądać i widzieć w nich szczęście.
Którego teraz im brakowało.
Wyprostował się. I skoczył. Na dół, na gałąź na której wcześniej siedział.
Wyprostował się. I skoczył. Na dół, na gałąź na której wcześniej siedział.
- Jednak dołączę do nich już dziś, dla niej.
– pomyślał – byle być bliżej niej i ją poznać.
Ponownie usiadł. Z lakierowanej na czarno pochwy wyciągnął katanę. Zamigotała czystym srebrem. W ostrzu zobaczył swoją twarz. Oczy miał szaro-niebieskie. Tak głębokie, że można by się w nich utopić. Były odrobine skośne, niczym u kota. Usta delikatne, niewiele ciemniejsze od skóry, która była bledsza niż ta u innych ludzi. Włosy miał długie, do łopatek. Lśniły w słońcu czernią.
Ponownie usiadł. Z lakierowanej na czarno pochwy wyciągnął katanę. Zamigotała czystym srebrem. W ostrzu zobaczył swoją twarz. Oczy miał szaro-niebieskie. Tak głębokie, że można by się w nich utopić. Były odrobine skośne, niczym u kota. Usta delikatne, niewiele ciemniejsze od skóry, która była bledsza niż ta u innych ludzi. Włosy miał długie, do łopatek. Lśniły w słońcu czernią.
Schował
piękną broń. Jelec był w kształcie
tarczki. Na niej widniał chiński szafirowy smok. Zdjął długie buty, które mimo sznurówek były
dodatkowo zapinane na 5 klamr. Srebrnych klamr. Następnie rozpiął gruby pas i
ściągnął spodnie. Nie nosił skarpet. Zeskoczył z drzewa, prosto do wody.
Zaklął. Woda nie była zbyt ciepła. Mimo to zanurkował. Pływał, dopóki nie
usłyszał hałasu. Wracali.
Wyskoczył
z wody, wspiął się na swoją gałąź. Szybko założył czarne, skórzane spodnie i
glany. Zawiązał je pośpiesznie. Zrzucił na ziemie swój plecak, namiot, śpiwór i
trzy torby. Dwie mniejsze mocowane do pasa zawierały medykamenty. W trzeciej
były jego rzeczy i ubrania. Zaraz za nimi poleciał płaszcz i bluzka. Na gałęzi
zostały tylko dwa gładkie karwasze.
Sięgały mu za połowę przedramienia. Zeskoczył.
* * *
Wyprostowałem
się i uśmiechnąłem. Grunt to dobre wrażenie zrobić, pomyślałem.
-Niech będzie pochwalony, prze księdza – uśmiechnąłem się jeszcze bardziej i wyciągnąłem dłoń z pomalowanymi na czarno paznokciami – Jestem Damian…
-Ach, to ty, miło cię widzieć chłopcze – odparł ksiądz – Widzę, że w końcu Karola będzie miała pasujące do siebie towarzystwo, hahahahah.
-Niech będzie pochwalony, prze księdza – uśmiechnąłem się jeszcze bardziej i wyciągnąłem dłoń z pomalowanymi na czarno paznokciami – Jestem Damian…
-Ach, to ty, miło cię widzieć chłopcze – odparł ksiądz – Widzę, że w końcu Karola będzie miała pasujące do siebie towarzystwo, hahahahah.
-No ja nie wiedzę w tym nic śmiesznego
–powiedziała Karolina – Hej, miło cię poznać, Damian.
-Mi również, przejdziemy się może za chwilkę? Tylko rozłożę namiot i schowam rzeczy, co ty na to?
-Oczywiście – chyba się ucieszyła z tego, wszystko dobrze się zaczyna, a będzie jeszcze piękniej zapewne. – Nawet chętnie ci pomogę.
-Hej! Karolina, miałaś ze mną iść – zawołał jakiś blondas, już wiedziałem, że go nie lubię.
-Z tobą pójdę wieczorem, spokojnie - uśmiechnęła się. Robiła to przepięknie. – Teraz pomogę i przejdę się z nim.
-Jesteś z nim? – zapytałem nieśmiało – jeśli tak, to nie będę wchodzić między was.
-Spokojnie, to tylko znajomy.
-Mi również, przejdziemy się może za chwilkę? Tylko rozłożę namiot i schowam rzeczy, co ty na to?
-Oczywiście – chyba się ucieszyła z tego, wszystko dobrze się zaczyna, a będzie jeszcze piękniej zapewne. – Nawet chętnie ci pomogę.
-Hej! Karolina, miałaś ze mną iść – zawołał jakiś blondas, już wiedziałem, że go nie lubię.
-Z tobą pójdę wieczorem, spokojnie - uśmiechnęła się. Robiła to przepięknie. – Teraz pomogę i przejdę się z nim.
-Jesteś z nim? – zapytałem nieśmiało – jeśli tak, to nie będę wchodzić między was.
-Spokojnie, to tylko znajomy.
Pomogła
mi wybrać miejsce na namiot. Blisko swojego namiotu jak się okazało. I co
dziwne, pomogła mi go rozłożyć. Wyróżniała się od innych dziewcząt, które były
na obozie. Całe szczęście nie była „plastikiem”. Może to moja szansa, by
znaleźć coś więcej. Przyjaźń, a może nawet miłość. Zobaczymy. Wrzuciłem do
namiotu torbę z ciuchami, plecak typu kostka, płaszcz i bluzkę. Gdy chowałem katanę zapytała mnie:
-Piękna rzecz. Ma jakieś imię
-Owszem – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-A jakie? Zdradzisz mi je? Proszę, proszę – śmiała się radośnie - no powiedz, nie bądź taki.
-交渉者–pokazałem jej na klindze – Widzę w twych oczach pytanie, zadaj je, śmiało.
-A co to znaczy? – zapytała wyraźnie zaciekawiona – Jak się nazywa po polsku?
-Negocjator. Wymawia się to „kosho-sza”
-Ładnie, kosho-sza, bardzo ładnie, pasuje mu, skąd go masz? Po co ci on? – gadała i gadała, ale mi to nie przeszkadzało, głos miała piękny.
-Chodźmy się przejść. To opowieść na inną okazję.
-Piękna rzecz. Ma jakieś imię
-Owszem – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-A jakie? Zdradzisz mi je? Proszę, proszę – śmiała się radośnie - no powiedz, nie bądź taki.
-交渉者–pokazałem jej na klindze – Widzę w twych oczach pytanie, zadaj je, śmiało.
-A co to znaczy? – zapytała wyraźnie zaciekawiona – Jak się nazywa po polsku?
-Negocjator. Wymawia się to „kosho-sza”
-Ładnie, kosho-sza, bardzo ładnie, pasuje mu, skąd go masz? Po co ci on? – gadała i gadała, ale mi to nie przeszkadzało, głos miała piękny.
-Chodźmy się przejść. To opowieść na inną okazję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz